Złap formę i ją trzymaj!

Dziś chciałbym rozpocząć opisywanie mojej drogi ku poprawie sprawności, sylwetki, siły oraz prehabilitacji, czyli prewencyjnemu zapobieganiu urazom. Od zawsze lubiłem ćwiczyć, jednak z biegiem lat z regularnością i konsekwencją było różnie. Uzmysłowiłem sobie, że jest to głównie brak odpowiedniej motywacji albo raczej brak odpowiedniej perspektywy czasowej w mojej motywacji. Na początku zadałem sobie pytanie po co ćwiczyć? Czasu mam mało, a do tego poświęcać go jeszcze na ćwiczenia? I po co? By lepiej wyglądać? By więcej wyciskać na klatę? By dawać lepszy przykład jako ojciec? By być sprawniejszy? Tak! Jednakże znaczy to więcej, znacznie coś więcej! Przede wszystkim rozejrzałem się wokół. Mój ojciec, teść, starsi koledzy w pracy i wiele innych osób pracujących nie tylko fizycznie, ale też kierowców czy ludzi spędzających dni za komputerem narzeka na bóle kręgosłupa, bóle mięśni czy stawów. Wynika to ze sposobu ich życia i pracy. Te same niepoprawne pozycje, brak odpowiednich ćwiczeń powodują, że niektóre partie mięśni nieużywane zaczynają zmniejszać swoją wartość, a co za tym idzie wpływają na dysharmonię postawy, przeciążeń i urazów. Mając w perspektywie pracę do 67 lat wypadałoby przedsięwziąć jakieś kroki prewencyjne – w myśl zasady lepiej zapobiegać niż leczyć! Ale jak? Cóż na pewno warto korygować postawę i pracować symetrycznie obciążając wszystkie mięśnie i utrzymywać stały środek ciężkości. Ciężko to wyegzekwować, bo człowiek musiałby o tym ciągle pamiętać a i tak zdarzają się prace bądź pozycje które musimy przyjmować a które nadmiernie obciążają nasze mięśnie i stawy. Kiedyś w telewizji widziałem starszą panią, liczyła sobie 70 lat z górką. Sprawności mogli jej pozazdrości o 50 lat młodsi, których nawet zawstydzała swoją wizytą na siłowni. Jaki był jej sekret? Regularne ćwiczenia! Nie miała jakiś magicznych predyspozycji, narzekała na wzrok i słuch, cierpiała na odwapnienie kości, niemniej jednak dzięki silnie rozbudowanym i wytrenowanym mięśniom jej kręgosłup i stawy były w znacznym stopniu odciążone, zachowała też większą elastyczność niż większość ludzi w jej wieku. Dlatego też wywnioskowałem, że silne i sprawne mięśnie zwłaszcza korpusu to nie tylko wygląd i sprawność na dziś ale i inwestycja na starość – jakby lokata długoterminowa – nie chwilowe hobby a sposób na życie. Zacząłem zgłębiać temat. Dowiedziałem się wielu przydatnych rzeczy. Ludzkie mięśnie to genialny twór, najważniejsze ich grupy to mięśnie korpusu. To one w olbrzymim stopniu odpowiadają za poczucie równowagi, stabilizację naszej pozycji w ruchu czy bezruchu, a co za tym idzie częstotliwość i intensywność różnego rodzaju kontuzji. Każdy może się potknąć, wywrócić, coś se naciągnąć, naderwać czy to np. przez wypadek czy to przez długotrwałe przyjmowanie nieodpowiednich pozycji. Kontuzje zdarzają się każdemu. Według mojej – zapewne nie tylko mojej hipotezy – poprawa koordynacji, poczucia równowagi co za tym idzie stabilizatorów postawy minimalizuje częstotliwość jak i skutki urazów oraz odciąża stawy i kręgosłup przedłużając ich żywotność. Opracowałem proste zestawy ćwiczeń, które mają mi w tym pomóc. Celem tych ćwiczeń nie jest bicie rekordów czy rzeźbieniem sylwetki, niemniej i na to powinny mieć wpływ.

 

 
złap formę - nasza droga do
 

 

Problemem poza motywacją jest również czas. Dlatego też istotne jest wprowadzenie stałych rytuałów jak mycie zębów. Cel w sumie jest ten sam. Jak nie dbasz o zęby to je stracisz, tak samo jest z naszą sprawnością, z wiekiem się pogarsza.

Moje motto to: Jak chcesz się sprawnie ruszać na stare lata to musisz sprawnie ruszać się już dziś!

Jednym z moich rytuałów jest praktycznie codzienny sprint po schodach na czwarte piętro. Niewiele, ale człowiek zdąży sobie podnieść swe tętno i przyśpieszyć oddech, a co za tym idzie podkręcić metabolizm (nie jest to jakoś specjalnie obciążające fizycznie i czasowo). Kolejną rzeczą jest moje otwarcie dnia, czyli zestaw ćwiczeń, które robię prawie zawsze po przebudzeniu – natknęła mnie tym moja żoneczka, która też gdy nie była w ciąży to codziennie o poranku sobie je robiła. Ich cechą wspólną jest to że są one krótkie, działają na interesujące mnie grupy mięśni i nie są zbyt męczące, by nie odbierały energii na cały dzień, a jej dodawały. Nikt mi nie powie, że nie da rady wygospodarować 10 minut z rana albo chociaż pięć. Pamiętajcie, że lepiej robić cokolwiek niż nie robić nic!

 Wychodzę z założenia, że kluczem do wytyczonego przeze mnie celu jest regularność i różnorodność.

Yśó

 

ZROBISZ NAM WIELKĄ PRZYJEMNOŚĆ UDOSTĘPNIAJĄC TEN TEKST DALEJ

 

Print Friendly, PDF & Email