czas…

Witam! Dawno już nie napisałem niczego. Mam nadzieję to zmienić! A ten blog to w końcu nasze wspólne dzieło znaczy się moje i Anci. Niemniej funkcja zapracowanego tatusia absorbuje mnie w tak dużym stopniu, że troszkę się z tym pisaniem opuściłem. Tylko Ancia ostatnio tu zaglądała. Dzięki jej systematyczności pewnie jeszcze mam gdzie pisać. Aż wstyd przyznać, ale nie jestem na bieżąco nawet z tym co ona tu wrzuca. Niemniej po tym wrzucie mam nadzieję nadrobić zaległości. Na swoją obronę albo pogrążenie muszę znów odwołać się do usprawiedliwienia pracą… najczęściej nie ma mnie 12 h w domu albo znikam na cały tydzień… poza ogarnianiem spraw podstawowych by odciążyć Ancie oraz gospodarowaniu czasu na to by spędzić go z synem i patrzeć jak robi się coraz bardziej kumaty i w ogóle (bo fajny jest i ciągle się chichra) to nie mam na nic innego czasu… Niemniej chciałbym zaznaczyć, że poza sprawami oczywistymi nie można zapominać o żoneczce na czym się przyłapałem dzieląc czas na prace, Dżodża (Julka), ogarnianie domu. Często brakowało mi czasu na siebie i żoneczkę. Między innymi efektem tego był mój brak wpisów. Uwiązanie w domu poprzez brak samochodu, próby oszczędzania, obowiązki ogranicza trochę pole manewru jeżeli chodzi o urozmaicanie sobie czasu – ileż można będąc ciągle zmęczony ciężko wysilać się na kreatywność, że nie wspomnę o falach upału, które mam nadzieje mamy już za nami. Nasza codzienna rutyna przypomina troszkę sinusoidę raz jest dobrze raz źle, raz jest czas i chęci do robienia czegoś więcej, raz nie raz humor odpuszczał i dawał ponieść się na fali codzienności. Ciągle się to zmienia, ciągle się my zmieniamy. Choć pragnę z jednej strony wytrwać w postanowieniach to z drugiej strony traci się często cel jaki się postanawia, bądź traci on na wyrazistości. Postanowiłem powiedzieć: Dość! Dosyć! Próby ogarnięcia, dość zamartwiania się dziurami we własnych systematycznych postanowieniach! Patrząc na siebie mogę powiedzieć: Znam się. Choć z biegiem czasu zmieniam się to paradoksalnie pozostaję taki sam. Po prostu są aspekty nad którymi ma się wpływ i takie które nam umykają. Trzeba przestać walczyć i dostosować jakiś kompromis. Skoro raz jest tak a raz tak to trzeba to przyjąć i podejść optymistycznie, więc nie zastanawiać się co będzie jak przestanie być fajnie tylko na odwrót – gdy jest niefajnie wypatrywać znów fali wznoszącej, która niechybnie jak uczy doświadczenie znów nadejdzie w ten sposób. Każdemu z nas zdarzają się gorsze dni, ale trzeba pamiętać, że trafią się i dobre, i tym się napędzać by nie dać się zniechęceniu i niemocy. NIE MA PRZECIEŻ LUDZI KTÓRYM ZDARZAJĄ SIĘ WYŁĄCZNIE ZŁE RZECZY!
Ysiek

Print Friendly, PDF & Email