Góra Wielka Sowa. Sztolnia Walimska. Twierdza Srebrnogórska.

Wyruszyliśmy wczesnym rankiem w tę samą stronę co ostatnio, jednak tym razem troszku dalej.
 
Przez całą drogę, jadąc tam, obserwowaliśmy niebo i rozglądaliśmy się na boki. Ha ha ha, no tak, kierowca jeszcze musiał uważać na drogę, więc miał mega podzielną uwagę. Tym razem było nas więcej, o jedną osobę.
 
Dla ciekawych, którzy by zadali nam pytanie dlaczego obserwowaliśmy niebo? Otóż prognoza pogody mówiła, że niedziela ma być pogodna. Wyjeżdżając od nas pogoda rzeczywiście była świetna. Słońce z rana nas przywitało i przez długi czas towarzyszyła nam piękna pogoda, aż tu w pewnym momencie Ysiek zwrócił naszą uwagę, że w oddali widać nieciekawe chmury, które wskazywały, że musi tam pewnie padać deszcz. Niestety jechaliśmy w tamtym kierunku. W rejonie miasta Dzierżoniów lało tak, że wycieraczki ledwo co nadążały, a nasze humory troszkę zostały przez to popsute. Ysiek jako jedyny ostro twierdził, że tam gdzie jedziemy, to na bank nie będzie lało. W mieście tym w pewnym momencie zgłupieliśmy na drodze, gdyż nagle przed nami wyrósł budynek przez którego można było tylko skręcić w lewo lub w prawo, a nas interesowała akurat droga na wprost, a tu zonk! Nie idzie! Ale udało nam się później z przygodami wjechać na odpowiednią drogę. Poza tym, że droga ta prowadziła nas do celu, to i pogoda robiła się coraz to ładniejsza. W końcu zrobiło się ciepło i słonecznie! Śladów po deszczu już nie było widać. Zaczęliśmy bardziej rozglądać się na boki, by wypatrywać sowy, Wielkiej Sowy. Nasze rozglądanie dało efekty, gdyż po drodze raz zobaczyliśmy drewnianą wielką sowę siedzącą na gałęzi. Później były sowy tylko malutkie i w nazwach różnych ‘lokali’.
 
W pewnym momencie zjechaliśmy na wielki parking, na którym była zamieszczona mapa szlaków, bo oczywiście znów nie wzięliśmy swoich mapek, więc znów jechaliśmy na spontan. Na parkingu tym okazało się, że to dopiero Przełęcz Walimska, a nasz ‘spacerek’ chcieliśmy zrobić od Przełęczy Sokolej.
 
Uwagę naszą zwróciła tam jedna mapa z zaznaczonymi ciekawymi miejscami do zwiedzania. Okazało się, że jadąc ku Przełęczy Sokolej mija się Sztolnię Walimską.
 

Sztolnia Walimska

 
Poniżej video-relacja ze sztolni:
 
 

 

Góra Wielka Sowa

 
Później skierowaliśmy się już w stronę Przełęczy Sokolej, do której był łatwy dojazd. Przełęcz Sokola jest bardzo charakterystyczna, gdyż prawie na wprost widać budki z pamiątkami i wielki parking pod stokiem narciarskim. Parkowanie kosztowało tam wtedy 7 zł  za cały dzień. Z tego co później widzieliśmy ludzie zatrzymywali się za parkingiem wzdłuż drogi, chyba tak udało im się uniknąć opłaty.
 
Sama Przełęcz położona jest ponoć na wysokości 754 m n.p.m., więc niewiele mieliśmy do pokonania pod górkę, ponieważ sama Wielka Sowa ma wysokość 1015 m n.p.m. Szliśmy szlakiem czerwonym, który czasowo miał wyjść ok. 1 h.
Pierwsze kroki ku Wielkiej Sowie trzeba było pokonać troszkę męcząc się, gdyż było ostro pod górkę, ale był to naprawdę niewielki odcinek, a droga była gładka i jeździły po niej  czasami samochody.
Po drodze mijaliśmy pensjonat zwany ‘Chatą pod Sową’, a później doszliśmy do Schroniska PTTK ‘Orzeł’, w którym zrobiliśmy krótki postój na podziwianiu ładnych widoków.
 
 
 
Schronisko Orzeł Góra Wielka Sowa 
 

Idąc dalej, droga lekko wyrównała  się i zmieniła swoje podłoże na typowo górskie. Minęliśmy Pomnik Wiesen’a i znów było pod górkę, ale tym razem nie aż tak ostro.

 

  
 
 

 

Na całej trasie widywaliśmy masę ludzi z małymi dziećmi i psami. Żałowaliśmy, że JJ nie był z nami, ale patrząc na wiek tych dzieci, stwierdziliśmy, że jest on jeszcze za malutki, gdyż długo by nie usiedział w nosidełku. Dzieci te były jednak o kilka miesięcy starsze, a niektóre nawet i o kilka lat. W następnym roku na bank go bierzemy na górskie szlaki, oczywiście wszystko będzie zaplanowane z rozsądkiem! W tym czasie JJ był pod opieką swoich dziadków. Dzień wcześniej zrobiliśmy zadośćuczynienie i byliśmy razem z JJ’em w galerii handlowej w Europie Centralnej, by zdobyć dla niego zdjęcie Pudziana z autografem (udało się!).

Wracając do naszej wędrówki, a raczej spacerku, ku naszemu zdziwieniu droga prowadziła później lekko w dół do kolejnego Schroniska PTTK ‘Sowa’, które było wtedy akurat zamknięte. 

Zniesmaczeni poszliśmy dalej ku szczytowi. Dalej było już tylko lekko pod górkę, aż przed naszymi oczami pojawiła się jakby brama wejściowa na sam szczyt, za którą rzucała się w nasze oczy biała wieża widokowa, która wyglądała jak figura w szachach. W wieży można było zaopatrzyć się m.in. w coś do picia i w pamiątki, a także zostawić wpis w księdze wizyt, co też uczyniliśmy. 

 

 Góra Wielka Sowa
 
 

Zapach pieczonej kiełbasy na szczycie rozchodził się wokół. Ślina leciała nam po pachy. Niestety nie można było kupić jej nigdzie. 

Sam widok z wieży był przepiękny, niestety płatny (wtedy 4 zł za dorosłego). 
 

Mieliśmy naprawdę fajną pogodę i super widoczność, a na szczycie wiało, oj wiało!

 

Góra Wielka Sowa

 
 
Poniżej film z trasy na Wielką Sowę:
 

 
 
Z Wielkiej Sowy wracaliśmy tym samym szlakiem.
 

Twierdza Srebrnogórska

 
W ten dzień mieliśmy jeszcze w planach, jadąc już w stronę domu, zobaczyć Twierdzę Srebrnogórską  zbudowaną ponoć w XVIII w. Udało nam się ją zobaczyć.

 

 
 
Samo miasteczko Srebrna Góra wywarło na nas miłe wrażenie.
Warto byłoby poświęcić na te rejony więcej czasu niż tą chwilkę, którą my mieliśmy.
 
Ten dzień zaliczył się do mega udanych!
 
Zdjęcia zostały zrobione dn. 20.10.2013

SPODOBAŁO CI SIĘ?

MIŁO NAM BĘDZIE JAK UDOSTĘPNISZ TO DALEJ!

 

 

Print Friendly, PDF & Email