Daj odpocząć nogom… czyli moja regeneracja ciała po pieszej wyprawie

Idąc na ‘długodystansową i wielogodzinną przechadzkę’, trzeba się liczyć z tym, że nasz organizm odczuje pokonaną przez nas trasę, a szczególnie odczują to nasze nogi. Czy chodzimy po płaskim, czy w terenie o różnym ukształtowaniu, to nasze nogi będą potrzebować odpoczynku po takiej wyprawie.
 
 
Ogólnie muszę powiedzieć, że moje nogi ‘przeszły’ w swoim życiu już wieeeeeeeeeeele kilometrów i muszę o nie szczególnie dbać, gdyż mam tendencję do żylaków i takowe również posiadam. Mówi się – bądź aktywna, a nie dopuścisz do rozwoju żylaków, a nawet zahamujesz już istniejące. Mówi się również, że – żyły nie lubią dużego forsowania, zwłaszcza ćwiczeń z dużymi obciążeniami, wielogodzinnych i wielokilometrowych m.in. biegów, wędrówek pieszych… Wszystko musi mieć swój umiar, a siedzenie na kanapie też nie jest rozwiązaniem! Niestety lub stety jestem osobą, która uwielbia dłuuugodystansowe przechadzki, czy góry, czy ‘chodnik’, czy plaża… – kocham ‘chodzić’! Kocham długie dystanse!
 
Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić jednak inną sprawą, a mianowicie jak to wygląda u mnie, gdy wracam z wędrówki i jak nagradzam moje nogi, by mi nadal one ‘dobrze służyły’ :) i nie będzie tutaj już więcej dzisiaj  mowy o żylakach :)
 
Przykładowo – ‘wyprawa na Pilsko – tam i z powrotem’ – trasę pokonaliśmy mniej więcej w 5,5 godziny, oczywiście były postoje na odpoczynek, na ‘napojenie się’, na podziwianie widoków, na ‘posiłkowanie się’ :) – była to trasa jak widać wielogodzinna i z różnym ukształtowaniem terenu. Nogi dały radę! :)
Pierwsze co zrobiłam po zejściu do samochodu to zdjęłam stuptuty i  poluzowałam sobie sznurówki – tym razem ‘wracałam do domu’ w tych samych butach, chociaż kiedyś zawsze zmieniałam buty i moim zdaniem jest to najlepsze rozwiązanie. Polecam też zmianę skarpetek :)
Wracając ‘do domu’ staram się pić tyle wody niegazowanej ile mój organizm zapragnie – czyli na żądanie – tak samo jest wtedy z jedzeniem – ilość jedzenia na żądanie.  
 
W samochodzie, siedząc, staram się ruszać kolanami, łydkami, kostkami, stopami i palcami (oczywiście u nóg), by się nie zasiedzieć, bo droga powrotna w samochodzie jest jednak zbyt długa. 
 
‘W domu’ zazwyczaj lądujemy ‘po takiej wyprawie’ późnym popołudniem i bardzo chętnie sięgam po ‘kąpiel’ :) Kąpiel przygotowuję z ‘dziecięcym termometrem do kąpieli’ – ja pożyczam go od naszego synka :) 

Na tego typu termometrach 
zazwyczaj jest zaznaczona idealna temperatura wody do kąpieli. 


Po takiej wyprawie, gdzie był i śnieg i słońce, czyli zimno i ciepło jednocześnie, woda  ta może okazać się dla nas za chłodna – jednak ja nigdy nie dolewam więcej gorącej wody, ufam termometrowi. Podczas kąpieli, oprócz normalnych zabiegów, robię masaż nóg gruboziarnistym peelingiem. Masaż robię ruchem okrężnym – najpierw zaczynam od palców u nóg, poprzez łydki, uda, pośladki, brzuch, czyli od dołu do góry, kieruję się w kierunku serca. Peeling zmywam letnią wodą. Następnie robię masaż drobnym peelingiem, tym razem górnej części ciała. Najpierw masuję twarz, potem szyję, kończąc na klatce piersiowej i również spłukują letnią wodą. Uprzedzam, po takim masażu nie ma szans na natychmiastowe zaśnięcie :)
Po takiej kąpieli czuję się ‘odrodzona’ i ‘pobudzona do życia’ :) Mam wtedy jeszcze siły by poczytać jakąś książkę ‘z nogami uniesionymi do góry’ ;) – oczywiście o ile Julian na to mi pozwoli :)
Staram się jednak już nie forsować moich nóg i dać im w końcu odpocząć.



A Wy jakie macie sposoby na ponowne ‘nabranie sił’?

Ancia