Miesiąc w Finlandii

Witajcie w Finlandii, w kraju wódki, łosi, reniferów, Muminków, skoków narciarskich, no i Mikołaja :) – to w sumie tyle wiedziałem o Finlandii nim się do niej wybrałem, choć w sumie o Muminkach dowiedziałem się na miejscu, do tych informacji doszły nowe… Oczywiście nim wyruszyłem poczytałem sobie o niej w internecie – polecam wujka Google – nie będę przytaczał cytatów, jak ktoś jest zainteresowany suchymi faktami to Wikipedia udzieli mu ich bardziej fachowo i rzetelniej niż ja byłbym w stanie. Ja przedstawię w niniejszym wpisie moją drogę przez Finlandie okraszoną osobistymi spostrzeżeniami.

Finlandia - nasza droga do

Moje poznawanie tego urokliwego kraiku położonego na południe od zamarznij na śmierć…

Rozpocząłem od Helsinek do którego doniosło mnie łaskawe Morze Bałtyckie o czym pisałem w poprzednim wpisie – KLIK.

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Wraz z kolegami dopłynęliśmy promem na około 8 rano (jeśli mnie pamięć nie myli) znaczy się wg ich czasu, bo to inna strefa czasowa (pierwszy raz ją zmieniałem) – jest tam o godzinę później niż u nas. Błyskawicznie opuszczając prom znaleźliśmy się na obrzeżach Helsinek – jest to chyba ich największe miasto, w końcu stolica.

Posiada co najmniej dwa porty, jeden towarowy i na ten przypłynęliśmy oraz drugi który znajduje się w centrum miasta.

Nasza droga miała wieźć do oddalonej o 300 kilometrów małęj miejscowości o nazwie Laukaa, w której następnego dnia mieliśmy rozpocząć pracę. Mając cały dzień i tylko 300 kilosów do przejechania postanowiliśmy, że rozejrzymy się troszkę po stolicy.

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Na początku popełniliśmy podstawowy błąd parkując w najgorszym z możliwych miejsc, czyli centrum miasta w porcie przy przystankach tramwaji wodnych, które kursują po pobliskich wyspach – w poprzednim poście o Finlandii na zdjęciach widzieliście, że dość kilka mijaliśmy ich po drodze promem, ale podobno to jeszcze nic, na jednej wyspie jest zoo, na innej stary fort z czasów jak Finlandia była jeszcze szwedzka (niestety cena 80 Euro za dzienny karnet jak na początek naszego pobytu wydała nam zbyt wygórowana i odpuściliśmy). Parking oczywiście był płatny, też nas troszkę przygasił, bo 4 Euro na godzinę, a wystarczyło stanąć jakieś dwieście metrów od tego miejsca i cena spadała do 2 Euro (później nawet gdy po raz drugi zawitaliśmy do Helsinek znaleźliśmy bezpłatne parkowanie praktycznie w samym centrum, dlatego też zmotoryzowanym radzę nie poddawać się i szukać, a pewnie coś się znajdzie). Zaczęliśmy obchodzić na szybko okolice i uderzające było to, że jak na stolice kraju i jeszcze w tygodniu pracującym był zastanawiająco mały ruch – ulice szerokie, zaparkować (jak się nie żydziło z opłatą) szło praktycznie wszędzie. No cóż szybka refleksja – nie mają dużego ruchu, bo po prostu jest ich niewielu – jak na kraj prawie dwa razy taki jak Polska ma siedem razy mniej obywateli, dlatego też kumpel uznał, że korki to oni chyba mają tylko w winach ;)

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Kolejną rzeczą, na którą nie dało się nie zwrócić uwagi, były stare i szczególnie amerykańskie samochody – więcej to ja chyba ich tylko w filmach widziałem – pomyślałem, że to może jakiś zlot, ale jak się potem okazało one są też w innych miastach – taka moda :)

Obejrzeliśmy w Helsinkach port, pałac prezydencki wraz z drugim nowym w budowie – niestety ze strażnikami nie dało się zrobić zdjęcia (nie stoją w bezruchu tylko odganiają).

IMG_7532

Do tematu Helsinek jeszcze wrócę, tak jak i my wróciliśmy pod koniec naszej podróży.

Zapakowaliśmy się do firmowego wozu i ruszyliśmy w dalszą drogę…

Droga szybko zaczęła nam się dłużyć – krajobraz, jak się później okazało, w całej Finlandii wygląda podobnie: lasy, głazy, jeziora i tak cały czas. Jadąc sobie w stronę Lauki po drodze mijaliśmy miejscowość, która chyba nie wymaga przedstawienia z racji panującej kiedyś w Polsce małyszomanii :) Wszystkim chyba obiła się o uszy miejscowość Lahti – jest to jedno z miast, które posiadają skocznie narciarskie dopuszczone do konkursów pucharu świata w skokach :) Jako wierni kibice nie mogliśmy przepuścić okazji do obejrzenia jej na własne oczy! Miasteczko nie robiło wielkiego wrażenia, było no właśnie miasteczkiem, jednak kompleks sportowy na który składały się właśnie skocznie, boisko piłkarskie, skocznie treningowe oraz kryte hale to już co innego – tak małe miasteczko, a mogło prowadzić pełen przekrój imprez sportowych od oczywiście skoków, meczy, mitingów lekkoatletycznych, biegów narciarskich, meczy siatki, na pływaniu kończąc.

Niemniej największe wrażenie zrobiło na nas jak podchodząc pod skocznie ujrzeliśmy zjazd skoczni, który za linią punktu konstrukcyjnego zmieniał się w basen olimpijski! Widząc to, po kolei każdemu z nas wymknęło się no ku…cze ;) nie wierzę! Co więcej basen był ogólnodostępny i darmowy hmm więc dlatego nie urządzają tu letniego grant prix w skokach.

Finlandia - nasza droga do

 Finlandia - nasza droga do

 Finlandia - nasza droga do

 Finlandia - nasza droga do

Pod wejście na skocznie dało się podjechać wyciągiem oraz wjechać windą na sam szczyt (przyjemność ta niestety kosztowała 8 Euro, które tym razem odżałowaliśmy) – widok jaki się tam jawił jest przecudny! Skocznia jest sztuczną budowlą, bo w Lahti nie ma gór, dlatego też widać było wszystko: sąsiednie miasta, jeziora, lasy, skały. Współczuję skoczkom, nie dość że wejście do zjazdu prowadzi wąskimi krętymi schodami (na pewno mają spory kłopot by przejść ze swoimi długimi nartami na belkę startową), do tego z góry widać tylko bule i w sumie jak skaczą to robią to raczej na ślepo (nie widać basenu w dole ze skoku).

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Po tej krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej…

Dojechaliśmy do Lauki, do hotelu Peurunka (****) z własnym aquaparkiem, siłowniami i dostępem do jeziora. Zameldowaliśmy się w hotelu – pokój albo raczej apartament był wyczesany. Jako goście hotelowi (byliśmy tam z ok. miesiąc) mieliśmy nieograniczony dostęp do wspomnianego aquaparku i siłowni oraz prywatną saunę w naszej łazience – nie było mi dane było nacieszyć się tym pierwszego dnia, gdyż okazało się, że musimy wrócić się do Helsinek na lotnisko by odebrać naszego koordynatora – i znów 300 km z powrotem…

Finlandia - nasza droga do

Finlandia - nasza droga do

Porty zwiedziłem no więc teraz lotnisko – lotnisko (nie robi dużego wrażenia, ledwo 2 terminale) wielkością chyba porównywalne do katowickich Pyrzowic. Nasz koordynator okazał się całkiem fajnym młodym gościem, z okolic Szczecina o imieniu Maciek (jak jakimś cudem to czytasz to pozdrawiam! :))

Droga powrotna do Lauki to była już męka i dopiero dojeżdżając do tej miejscowości spojrzałem na zegarek i coś mi przestało pasować – była godzina 24 wg ichniego czasu, a było jasno jakby dopiero schowało się słońce!

Finlandia - nasza droga do

Zorientowałem się dopiero wtedy, że właśnie doświadczam czegoś co nazywają to ‘białymi nocami’ :) Przez następne kilka dni ciężko było się przestawić – po prostu nie chciało się spać, człowiek miał więcej energii! I tak kolejnego dnia zacząłem pracę…

  Ysiek

Print Friendly, PDF & Email
  • jak mi się marzy taka wyprawa do Skandynawii…zupełnie inny świat i ta przestrzeń! niesamowite wrażenia, a ten basen totalnie mnie zaskoczył. Nawet pokazywałam mężowi, który jest wielkim fanem skoków i Norwegii;) bardzo fajny wpis, czekamy na więcej:)

    • no nam się też marzy Norwegia i te piękne fiordy