Pieczeń wołowo-drobiowa bez mąki

W sklepach wiele jest kiełbas, wędlin, pasztetów, różnych wyrobów mięsnych do kupienia – nic tak jednak dobrze nie smakuje jak własnej roboty przyrządzone mięsko :)
 
Ostatnio zachciało mi się chcieć częściej pichcić :) chyba jestem w ciąży hehe albo po prostu współodczuwam Anci stan :)
 

Tym razem wymyśliłem pieczeń wołowo-drobiową, którą można zjeść na kanapce, jako dodatek mięsny do jakiegoś posiłku lub tak o, po prostu sobie zszamać.

 
 
IMG_8553

Ancia towarzyszyła mi z wagą kuchenną – mam tendencję robienia czegoś na oko, a potem nie pamiętam dokładnie czego ile użyłem, więc Ancia mnie ‘spisywała’ ;) i dzięki czemu możemy podzielić się z Wami tym przepisem.

Do przygotowania tej pieczeni użyłem:

370 g mięsa wołowego – ja użyłem mięsa na gulasz
200 g piersi z kurczaka (1 sztuka)
50 g grzybów – kurek
3 bardzo małe cebule
4 duże ząbki czosnku polskiego
1 jajko klasy M
1 szklanka kaszki mannej
 trochę imbiru, curry, kminku mielonego, przyprawy do gyrosa
1 łyżeczka sosu a’la tabasco domowej roboty –  KLIK
1 łyżeczka przyprawy do zupy typu np. kucharek (słona przyprawa)
odrobina oleju sezamowego
2 łyżki jasnego sosu sojowego


Sposób przygotowania:
Najpierw wziąłem się za mięso, które najpierw rozmroziłem. Na wstępie miałem plan zmielić blenderem mięso i w sumie po części mi się to udało – po części, bo pokrywka do pojemnika z ostrzem odmówiła mi posłuszeństwa i musiałem dokończyć ‘sprawę’ ręcznie – złośliwość ‘rzeczy martwych’! W związku z czym pociąłem resztę już nożem na baaaaaaaardzo drobniutko usuwając przy okazji z niego wszelkie żyłki – pewnie przez te żyły blender się popsuł.
 
Do mięsa dorzuciłem pocięty na drobno czosnek i cebulę.
 
Grzyby-kurki musiałem wcześniej rozmrozić, co też uczyniłem. Odsączyłem delikatnie grzyby od wody i pociąłem je również na drobno, po czym dorzuciłem je również do mięsa. Kurki uzbieraliśmy tego lata i trzymaliśmy w zamrażarce na odpowiedni czas, który jak widać właśnie nastał :)
 
 
10693759_1505283156378823_1720165976_n
Resztę składników połączyłem z mięsem i dokładnie wszystko wymieszałem.
 
W międzyczasie Ancia rozgrzała piekarnik ustawiając go na 180 stopni i na tryb pracy ‘góra dół’.
 
Mięsną masę przełożyłem do małej ‘keksówki’ wyłożonej ‘sreberkiem’ do pieczenia, dzięki czemu jest pewność, że pieczeń nie przychwyci się do rantów ‘keksówki’ – tak podpowiedziała mi Ancia. Papier do pieczenia raczej by się tutaj nie sprawdził, bo mógłby się skleić z mięsem.
 
‘Keksówkę’ wsadziłem do rozgrzanego piekarnika i piekłem ok. jednej godziny. Po tym czasie Ancia wyciągnęła pieczeń z ‘keksówki’ i ze ‘sreberka’ i podpiekła ją jeszcze przez 10 minut, ale odwracając ją górą do dołu i kładąc ją na blaszce wyłożonej ‘sreberkiem’ – tym razem nastawiła piekarnik na termoobieg i tryb pracy ‘góra’. Dzięki temu zabiegowi zrobiła się smaczna ‘skórka’.

Yśó

A co na to żona:
jak od chłopa wychodzi inicjatywa, że chce gotować to nie odciągać go od kuchni, niech pichci! :) Szczęśliwa żona :)

  • Anonimowy

    Mięso z mięsem to właśnie lubię ;)

    • smaczne mięso ;)

  • Mądra żona! ja też od niedawna nabyłam takiej mądrości, a mięsko wygląda smakowicie. Zastanawiam się czy to mięso blenderem da się potraktować czy lepiej w mięsnym poprosić o zmielenie?

    • Tu żona ;) mięso gulaszowe nie polecam mielić blenderem, za dużo żyłek ma, więc szkoda blendera.

    • dzięki ŻONO:)