Artysta i jego kung-fu

100_9631“Artysta – osoba tworząca (wykonująca) przedmioty materialne lub utwory niematerialne mające cechy dzieła sztuki”. (Wikipedia) Czy zatem nie nadużywamy dziś tego określenia? Czy wszyscy tak zwani ARTYŚCI, którymi raczy nas popkultura, są prawdziwymi artystami czy tylko rzemieślnikami?

Dewaluacja znaczenia słowa ‘artysta’ w obecnych czasach sugerowała na początku to, że każdy może być artystą i to poniekąd prawda, ale tylko jeśli wstąpi się na drogę ku perfekcji i sztuki w wykonywanym temacie, a nie tępym odtwarzaniu czy powielaniu standardów, bądź stawaniu się zlepkiem pracy kilku ludzi, którzy to tworzą dzisiejsze gwiazdy, dlatego współcześnie wytworzył się kolejny gatunek ‘celebryci’ – choć te pojęcie też nie jest zbyt ostre  póki co. Etymologicznie z angielskiego celebrity (sława) określa się wszystkich ludzi, o których mówi się w mediach, często błędnie w obiegowej opinii utożsamiani są oni z artystami, co mnie osobiście szalenie irytuje!  Postanowiłem nie rzucać nazwiskami, ale podejrzewam, że każdemu z Was przychodzą tacy do głowy, a to w perspektywie czasu przeniknie do naszej świadomości, czy też świadomości naszych dzieci, mówiąc im że nie trzeba być w czymś dobrym, oryginalnym czy nawet wykazywać się inwencją czy choć ciężką pracą by zostać kimś wielkim, wyjątkowym, bo w końcu ci pseudoartyści celebryci zaczynają być dla nas idolami, wzorcami, autorytetami, a właśnie to co pisałem pokazuje ich drugie dno. Właśnie dno to dobre określenie, nie oskarżam ich bezpośrednio i osobiście, niemniej to takie wartości albo raczej ich brak ze sobą wnoszą.

Włączmy telewizję, jakie programy tam zobaczymy!? Gwiazdy śpiewają, gwiazdy tańczą, gwiazdy uczą gwiazdy gotować baa nawet gwiazdy skaczą do wody bułuhahaha (dlatego nie mam telewizji). Co będzie dalej!? Gwiazdy uczą nas jak żyć? Jakich wybierać polityków? Zaraz, zaraz! Agitacje polityczną to gwiazdy uprawiały już od dawna, marketing też ich wykorzystuje (jak zobaczyłem mistrza olimpijskiego reklamującego e-papierosy to … no sam nie wiem… uśmiałem się, wykurzyłem, rozczarowałem… Dokąd to nas doprowadzi!? No cóż nie wiem, ale liczę że zakorzeniona w nas ludziach potrzeba rozwoju i buntu pozwoli nadal rodzić się prawdziwym artystom i wyjątkowym ludziom, którzy będą przecierać drogę przez breje popkultury przyszłym pokoleniom. I tak każdy z nas może się nim stać.

Przypomniały mi się pewne słowa:
 
Kung-fu… ciężka praca po godzinach, by posiąść biegłość.

Malarz może opanować kung-fu.

Albo rzeźnik, który codziennie kroi mięso z taka precyzją, że nóż wcale nie dotyka kości.

Poznaj kształt, lecz nie myśl o nim jak o kształcie.

Usłysz to, co niesłyszalne.

Naucz się wszystkiego i o wszystkim zapomnij.

Naucz się metody i poznaj swą własną metodę.

Muzyk może opanować kung-fu,

albo poeta, który maluje obrazy słowami i sprawia, że cesarze szlochają.

To także jest kung-fu.

Nie możesz tego nazwać, przyjacielu, ponieważ jest jak woda.

Nie ma nic bardziej miękkiego niż woda.

Woda przezwycięża skałę, choć z nią nie walczy.

Przepływa wokół przeciwnika. Nieskończona, bezimienna.

W niej znajdziesz prawdziwego mistrza.

Tylko ty sam możesz go uwolnić.

(Jackie Chan)

Kung-fu po chińsku oznacza mniej więcej sztukę, kung fu wu szu oznacza sztukę wojenną, sztukę walki.

Ten cytat określa według mnie prawdziwego artystę, lepiej niż ja mógłbym to zrobić swoimi słowami.

Yśó
 

Print Friendly, PDF & Email