Muuu! O tym jak czasem czuję się jak krówka! Karmienie piersią dziecka w terenie.

To, że jestem mamuśką, to to akurat już wiecie i część z Was też wie, że jestem mamą dwulatka i również niemowlaka. Nasz starszy syn już dawno z mojego mleka wyrósł, natomiast najmłodszy syn jada co prawda już stałe posiłki, ale dokarmiany jest jeszcze moim. Nie jest łatwe życie mamy, wtedy gdy ona (czyli ja) coś chce zrobić bez dziecka, a wie, że zajmie jej to kilka godzin, więc mama musi wtedy naprawdę sporo pokombinować, by dziecko było nakarmione, no i jej piersi były opróżnione. Wiadomo, że można mleko odciągnąć i wsadzić do lodówki lub zamrażarki, a potem tylko odgrzać i podać, ale co wtedy gdy mama jest na wyjeździe albo na spotkaniu bez dziecka, a opróżnić piersi z mleka musi. Tak, kobieta karmiąca musi opróżniać piersi, wtedy gdy wie, że np. przychodzi pora karmienia  i również wtedy, gdy ma nawał mleka, bo jak tego nie zrobi to wie, że źle się to skończy, że piersi będą twarde jak kamienie i że może dojść do bóli piersi, nawet i gorączki! A jak kobieta dojdzie do tych dwóch ostatnich pozycji to wtedy będzie wyła z bólu, muuu! No i właśnie, wtedy można poczuć się jak krowa he he która niewydojona muczy by ją wydoić ;)

Młode mamuśki dlatego też unikają czasem niektórych okazji do wyjścia. Te ‘przemęczone’ i karmiące piersią mamy nie pójdą na dyskotekę, więc nie namawiaj ich nawet na to, chyba że sama znalazła niezły patent na odciąganie mleka w terenie i opiekunkę do dziecka. Idąc na jakieś krótkie spotkania czy spacery to wystarczy, że ‘wydoimy’ się przed wyjściem z domu i będziemy miały przez chwilę spokój. Inaczej jest gdy są zbyt długie rozstania z dzieckiem, one sprawiają właśnie, że mleka gromadzi się za dużo, a później mamy problem z jego nadmiarem, więc w trakcie dnia trzeba pokombinować gdzie i jak się wydoić. W takich przypadkach ja korzystam często z pomieszczeń dla karmiących mam, czasem korzystam z ubikacji dla dzieci, ostatecznie korzystam ze zwykłej toalety – jak potrzeba, to potrzeba, byle znaleźć ujście i nie doprowadzić do bólu piersi. Zawsze jednak spuszczam mleko ręcznie, bo zaufałam swoim zręcznym dłoniom niż urządzeniom do tego przeznaczonych, poza tym nie chce mi się taszczyć wszystkich elementów laktatora! Z wkładkami laktacyjnymi też już dałam sobie spokój, bo nieraz przykleiły mi się one do piersi, została na nich ‘wata’ i tyle z tego było! Im bardziej poznałam świat karmienia piersią tym bardziej wiedziałam kiedy i co i jak się zachowywać, co stosować, no i radzić sobie jakoś w tym świecie mamowym. Wiele młodych mam właśnie przez takie tak naprawdę banalne problemy z laktacją zaszywa się w domu i rzadko gdzieś na dłużej wychodzi, a moim zdaniem to błąd, bo trzeba wyjść do ludzi! Świat to nie są tylko małe istoty latające z zasikanymi pieluszkami, poplamionymi koszulkami i brudnymi po zabawie rączkami, świat to jest to również wszystko wokół, co nasz otacza! Warto do niego wyleźć, naładować baterie, rozwijać się, a nie stać w miejscu i patrzeć tylko jak dzieci nam dorastają. Można przecież i wyjść z nimi do tego świata i wyjść również samemu!

W terenie z dziećmi byliśmy już nie raz. Poza domem wielokrotnie zdarzało mi się je karmić: nad rzeką, w górach, na szlaku, w aucie, na zakupach, w gościach – wszędzie tam, gdzie była tak potrzeba! Do tego zawsze przydaje pieluszka tetrowa lub cienki kocyk by móc zakryć się podczas karmienia lub/i otrzeć dziecko po ‘odbiciu’. Z pierwszym dzieckiem miałam w terenie ‘wstyd’, z drugim dzieckiem przyszło mi ‘olewanie otoczenia’ – nie jestem za tym by wywalać pierś na wierzch całkowicie, ale by robić to naprawdę dyskretnie bez pokazywania otoczeniu sutka. Ja sama osobiście nie lubię, gdy jak kobieta karmi piersią wyciąga swoją całą pierś i pokazuje wszystkim ją wokół – jest to dość krępujący dla mnie widok! Można to zrobić naprawdę bardzo dyskretnie, np. mieć założoną na sobie koszulkę i bluzkę rozpinaną od góry do dołu i wystarczy rozpiąć tą pierwszą bluzkę, tą pod spodem koszulkę/bluzkę lekko dać do góry, wyciągnąć pierś od spodu koszulki i w ten sposób i kryjemy dziecko przed otoczeniem, by się nie rozpraszało podczas jedzenia i ukryta jest nasza ‘nagość’. Poza tym dziecku można dać jeszcze do potrzymania kocyk lub pieluszkę tetrową i w ten sposób nasza pierś jest całkowicie kryta od każdej strony. Takim sposobem można naprawdę spokojnie karmić wszędzie! Bez głupich komentarzy z otoczenia, bez krępujących spojrzeć, ze spokojem!

Ciekawi skąd mi się nasunął ten temat?

A no po prostu przeglądałam zdjęcia nasze i one mnie zainspirowały, a oto one:

Pomnik w Parku Zamkowym w Żywcu

“Macierzyństwo”

IMG_2919

Zaskakujące widowisko w Parku Zamkowym w Żywcu

pasąca się krowa

IMG_2977

Wyjazdy w teren z dziećmi

IMG_3024

Wyjazdy bez dzieci, np. do Berlina

IMG_2728

Książka o krowie

“Mama mu na rowerze i inne historie”, Wydawnictwo Zakamarki

IMG_3221 IMG_3218

Krówka z żelem do kąpieli dla dzieci od Phytavie

IMG_3485

Jak widać miało mnie co zainspirować :)

A jak Wy drodzy rodzice radzicie sobie lub radziliście sobie z karmieniem małego dziecka w terenie?

Ancia

Print Friendly, PDF & Email
  • Ja karmiłam starszego do roku, młodszego do 8 miesiąca. Karmiłam na zawołanie wszędzie, ale zawsze robiłam to tak by się nie obnażać, nigdy nie wystawiłam piersi na wierzch przy wszystkich, karmiąc w miejscach publicznych zakrywałam pierś pieluchą tak by dziecku było wygodnie a mnie nie krępowała nagość. Co do odciągania pokarmu, nigdy nie odciągałam by podać dziecku z butelki, kiedy mnie nie było dostawał coś innego niż mleko, a ja kiedy czułam napływ mleka tak jak Ty chodziłam do np. ubikacji by wycisnąć nadmiar oczywiście robiłam to ręcznie ;-)

    • Sama wiesz pewnie, że jak ma się nazbierać w piersiach za dużo mleka coma doprowadzić do ich bólu to żadne warunki nie przeszkodzą by się ‘wydojić’, no chyba że śmierdzi fest… Ja też nie odciągam i nie daję do butelki. Z początku tak robiłam, ale szybko od tego odeszłam.