Naturalny pęd ku destrukcji

Jak to jest, że pomimo tego co wiemy (albo właśnie dlatego), każdy z nas wikła się w działania destrukcyjne. Każdy z nas jest częścią otaczającego nas świata, dorastamy i żyjemy w nim, zostaliśmy stworzeni i sami tworzymy, a pomimo tego często zdarza się, że niszczymy samych siebie, innych, bądź otaczające nas środowisko.

autodystrukcja

Dlaczego ludzie pakują się w nałogi? Dlaczego tworzymy toksyczne związki? Dlaczego robimy tyle rzeczy by zaszkodzić samym sobie, innym, bądź czemukolwiek? Odpowiedź nie może być prosta i myślę, że jest to pytanie które każdy z nas musi zadać sobie samemu, a tak nawiasem mówiąc jeśli myślisz, że niczego nie niszczysz, to zastanów się raz jeszcze! Samo bycie człowiekiem żyjącym w naszej kulturze/cywilizacji obarcza nas poniekąd odpowiedzialnością i to nie jakąś ogólną, ale bardzo osobiście jednostkową. Ale piszę przecież z własnej perspektywy. W końcu tylko tak czysto subiektywnie jesteśmy w stanie ogarniać nasze otoczenie, więc dlaczego robię różne rzeczy? Dlaczego palę choć na okrągło z tym walczę? Dlaczego kierują mną egoizm i podążanie w kierunku budowania własnej samooceny kosztem innych, co w efekcie prowadzi do degradacji niektórych relacji interpersonalnych? Dlaczego nie jestem takim ojcem, mężem, człowiekiem, jakim chciałbym być? Są to pytania, które ciągle sobie zadaję.

Odpowiedź zawarta jest w każdym z nas! Musimy tylko chcieć próbować odnaleźć na nie odpowiedź, by stać się lepszą osobą.

Dlatego myślę, że obarczenie nas ludzi swoistym heideggerowskim pędem ku śmierci tak na prawdę konstytuuje nas jako ludzi i bez tego pierwotnego ukierunkowania ku destruktywnym i autodestruktywnym czynnikom nie bylibyśmy sobą. I tutaj znów muszę odwołać się do określenia „złoty środek”.

Proces tworzenia jak i destrukcji wpisany jest głęboko w cały świat, zarówno w wersji micro jak i makro. Zarówno jeden jak i drugi proces składa się na właściwie wszystko. Galaktyki się tworzą i umierają, atomy się grupują i rozpadają, ludzie się rodzą i umierają. Paradoksalnie więc destrukcja jest też niezbędna byśmy sami potrafili tworzyć siebie jako osobę, byt, istotę, dlatego też odrzucanie jej i określanie jako zła samego w sobie już w założeniu według mnie obarczone jest błędem.

Kojarzycie jing i jang? Jedność przeciwieństw, z zawartymi w nich samych pierwiastkami tychże przeciwieństw. Błędnie utożsamiane często z podziałem na dobro i zło, które to przecież pojęcia sami określamy nadając im osobiste treści. Pięknem tego symbolu jest symetria, harmonia swoista, równość i równoważność.

Czy gorąc czy zimno jest złe? I tak i nie. Tak na prawdę wszystko może być dobre lub złe, każda rzecz, a nawet śmierć może być dobrem, a narodziny złem. Prawdziwym wrogiem nas i wszechświata jest jednak zaburzenie harmonii i równowagi. Największym problemem jest ścisłe określenie i utrzymanie tej harmonii, przynajmniej w sobie. Sam nie wiem czy w ogóle jest to możliwe, ale wierzę i szukam drogi ku niej zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz i nigdy nie przestanę.

Yśó

Print Friendly, PDF & Email