Matka wraca do pracy

Jakiś czas temu pisaliśmy, że szykują się w naszym życiu zmiany, w końcu możemy o nich powiedzieć głośno – Ancia wróciła w końcu do pracy! Wczoraj był pierwszy dzień. Przerwa w pracy trwała ponad trzy lata, piękne trzy lata! Aż łezka kraje w oku, pewnie za parę dni polecą strumieniami… ale co ja tam będę Wam pisać, gdy Kinga Sobolewska z bloga Pani Fanaberia tak pięknie opisała w swoich słowach kwestię “Matka wraca do pracy”.

Matka wraca do pracy

 

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Urlop macierzyński też, chociaż jak każda z nas – Matek, wie, z urlopem ma to tyle wspólnego co słoń z rosyjskim baletem. (Nie)stety znacząca część kobiet po mniej więcej roku tego tak zwanego urlopu wraca do pracy zawodowej. Dla jednych jest to przykra konieczność (kredyt hipoteczny nie spłaci się sam), dla innych miła odmiana, po roku siedzenia w domu z małym człowiekiem. Nie ważne jednak jak do tego tematu podchodzimy warto się do niego przygotować, a ów przygotowania należy zacząć nawet kilka miesięcy przed powrotem do pracy. I właśnie moim doświadczeniem w tym zakresie chciałabym się z Wami podzielić.

Kiedy zaszłam w ciążę pracowałam w szeroko rozumianym korpo. Wiadomo korpo korpo nie równa, ale jednak mimo wszystko duże firmy, w których pracownicy to typowe biurwy w większości rządzą się podobnymi prawami, niezależnie od branży. Poniżej znajdziecie krótkie streszczenie tego jak przygotowywałam się do powrotu do mojej fabryki ;)

  • W czasie urlopu

W czasie urlopu miałam kontakt z kilkoma osobami z firmy, w której się pracowałam. Nie mówię o regularnych spotkaniach czy wymianie elaboratów mailowych, tylko o sporadycznym podtrzymywaniu kontaktów na zasadzie „hej, co słychać?” Nie przejmowałam się specjalnie plotkami, nie zagłębiałam się również zbyt mocno w tzw. życie pracowe, bo ono siłą rzeczy było poza moim zasięgiem. Na bieżąco dowiadywałam się natomiast o zmianach wszelakich np. w kadrze menadżerskiej, a trochę ich było – w czasie mojego urlopu mój szef zmienił się 3 razy…

Jeśli lubicie swoich współpracowników i zdarzy się, że macie coś do załatwienia w swojej firmie, możecie też odwiedzić „stare śmieci”. Ba, jeśli jest to akceptowane, możecie pojawić się w biurze z nowym członkiem rodziny pod pachą/w chuście/nosidełku – jak kto woli. Nie mówimy tutaj oczywiście o noworodku. Ja ze swoim dzieckiem pojechałam do firmy jak Zo miała około 5-6 miesięcy. Nie chodzi o to żeby siedzieć tam godzinami i odciągać ludzi od pracy tylko o  delikatne zaznaczenie swojej obecności – 15-30 min wystarczy.

  • Na miesiąc-dwa przed powrotem

Mniej więcej w tym czasie dobrze jest zastanowić się czy będziemy korzystać z zaległego urlopu (o ile takowy posiadamy), czy wracamy do pracy na pełen czy ¾ etatu. Pamiętajmy, że przy tej drugiej opcji przez rok jesteśmy chronione przed zwolnieniem. Jeśli karmimy piersią możemy również skorzystać z dodatkowej wolnej, ale płatnej godziny na karmienie. Dokładną informację o przerwach na karmienie możecie znaleźć np. tutaj.

Kiedy ustalimy powyższe skontaktujmy się z pracodawcą. Ja zrobiłam to telefonicznie umawiając się na spotkanie przy okazji mojej wizyty w firmie, w czasie której składałam wniosek dotyczący wykorzystania zaległego urlopu.

  • Tuż przed końcem urlopu macierzyńskiego

Spotkanie o którym wspominałam powyżej. Spodziewałam się niezbyt przyjemnej przeprawy ze swoim szefem dlatego też przygotowałam się do niego od A do Z skupiając się na tym czego chcę i jakie mam prawa (wymienione w punkcie 2). Pamiętajmy, że pracodawca ma obowiązek zatrudnić nas na tym samym lub równorzędnym stanowisku (np. jeśli w tzw. międzyczasie zmieniła się struktura organizacyjna firmy). Jeśli macie możliwość rozważcie pracę w innych godzinach. Albo w inne dni tygodnia. Ja zamieniłam pracę od 9 do 17.30 na taką w godzinach 8-13.00, moja koleżanka natomiast pracę od poniedziałku do piątku zamieniła na wolne piątki i pracę na pełen etat od poniedziałku do czwartku (z odliczeniem godziny na karmienie). Jeśli macie fajnego szefa to przyjmie to na klatę, jeśli macie szefa takiego jak ja wtedy musicie być przygotowane na wszystko. Mój szlak przetarła pracowa psiapsióła, która tydzień wcześniej odbyła analogiczne spotkanie i uprzedziła mnie o możliwych komplikacjach. Podstawą okazała się niezachwiana znajomość swoich praw. Pamiętajmy o tym, że pracodawca nie przestrzega ich dlatego, bo mu się to podoba, on ich przestrzegać po prostu MUSI. Oczywiście nie mam na myśli zmiany godzin pracy, bo tutaj to już jest jego dobra wola. Nie ma on natomiast wyjścia w temacie zmniejszenia wymiaru etatu oraz godziny na karmienie.

  • Tydzień – dwa przed powrotem

Och jak szybko zleciało, prawda? Dopiero co byłyście na porodówce, a tu już roczny berbeć raczkuje albo nawet chodzi. Ocieramy łzy wzruszenia/zmęczenia/radości i bierzemy się w garść. Ja na tym etapie wysłałam maila do Szefowej, że zgodnie z ustaleniami widzimy się za tydzień o godz. 8 rano :)

I to właściwie tyle. Nie bójmy się powrotu do pracy, wszystko jest do ogarnięcia o ile pomyślimy o tym odpowiednio wcześniej i poukładamy sobie w głowie wszystkie nasze potrzeby, wymagania, a nawet zwykłe chciejstwa i odniesiemy je do realiów naszej fabryki oraz do praw jakie nam przysługują. Mam nadzieję, że mój tekst pomógł nieco uporządkować chociaż niektóre wątki związane z tym dosyć trudnym tematem, niemniej jednak za wszystkie Mamy wracające do pracy trzymam szczerze kciuki i powiadam Wam – dacie radę :)

Kinga Sobolewska

www.panifanaberia.pl

www.facebook.com/panifanaberia