Samolotem z dzieckiem

Na pierwszy lot samolotem z dzieckiem czekaliśmy aż 4 lata. Dlaczego wcześniej się na to nie zdecydowaliśmy? A no z kilku powodów, ale głównie, to w sumie chyba z obawy, jak my sobie poradzimy. Widocznie na każdą decyzję trzeba dojrzeć.

samolotem z dzieckiem

Lecieliśmy w trójkę, najmłodszy z kilku ważnych powodów musiał zostać z dziadkami.

Juliana już od długiego czasu na ten lot przygotowywałam. Pokazywałam samoloty na niebie, że takim będzie  leciał. Dużo o locie samym rozmawialiśmy i o tym co go będzie później czekać, jak już wylądujemy. Dzieci lubią wiedzieć co ich czeka, są wtedy spokojniejsze.

Gdy już jechaliśmy na lotnisko, to krok po kroku opowiadałam co za chwilę będziemy robić. Julek z zainteresowaniem wszystko kodował i obserwował, zadawał wiele pytań, widziałam, że cieszył się każdą chwilą.

Przed tym lotem, leciałam samolotem może ze cztery razy, licząc drogę tam i z powrotem, więc pewne rzeczy dla mnie były też nowe.

Lecieliśmy do Niemiec, więc lecąc z Polski nam wystarczył jedynie dowód osobisty, natomiast dziecko musiało mieć już paszport. To udało nam się już wyrobić parę lat temu przed wyjazdem z dzieckiem za granicę, który odbył się wtedy samochodem.

Na lotnisko warto udać się wcześniej niż planowany odlot, po pierwsze ze względu na to, że zasady lotu czasem się zmieniają, a po drugie droga z dzieckiem i tak się wydłuża.

Na lotnisko przyjechaliśmy samochodem, który zostawiliśmy na pobliskim parkingu, na czas naszej wyprawy. Koszty takiego parkingu nie są wielkie, no i my mamy spokojną głowę, bo nie trzeba nikogo sobie załatwiać, by nas przywiózł na lotnisko, jak również i zabrał z niego. Bodajże w rejonie każdego lotniska jest kilka parkingów do wyboru, np. w Krakowie w Balicach jest http://orangeparking.pl/

Sama odprawa odbyła się online, w domu, więc nie musieliśmy już tego przechodzić, ale w kolejce do bramek i tak musieliśmy stać. Tutaj mieliśmy chwilowy postój, bo sprawdzano nam co mamy w bagażach, no i nas samych również sprawdzano. Gdy przechodzicie do kontroli osobistej, a jesteście we dwoje, to polecam by najpierw jeden z rodziców szedł przez bramkę kontrolną, potem dziecko, a później kolejny rodzic. Dziecko może czuć się nieswojo w sytuacji, gdy ma iść jako pierwsze lub ostatnie przez tą kontrolę.

Rodziny z małymi dziećmi ponoć mają prawo do obsługi poza kolejnością, ale w przypadku wieku naszego dziecka, te prawo już nie obowiązywało, tak samo jak cena biletu.

Planowaliśmy podróż z bagażami podręcznymi. Julek wziął ze sobą małą drobną zabawkę, by mógł się czymś zająć podczas lotu. Co do posiłków dla dziecka, to jak na półtorej godziny lotu Julek niewiele chciał jeść, ale pić za to chciało mu się często. W samolocie są ubikacje, więc nie ma problemów, wiadomo z czym.

Zanim odlecieliśmy to trochę musieliśmy na tym lotnisku posiedzieć, ale już pod kontroli celnej. Ten czas spędziliśmy na zwiedzaniu lotniska i oglądaniu samolotów zza szybą.

dziecko w samolocie

Drobne zakupy zrobiliśmy w sklepie bezcłowym, czyli za bramkami – polecam dobrze się rozejrzeć, sklep sklepowymi nie jest równy i można bardzo przepłacić. Pozwoliłam dziecku wybrać coś do picia, no i coś ze smakołyków, by mogło czymś walczyć z ewentualną zmianą ciśnienia. Do takiej walki idealne jest coś co się żuje, a że Julek jeszcze jest za mały na prawdziwą gumę do żucia, to sobie wybrał gumy rozpuszczalne.

Miejsca w samolocie mieliśmy wykupione, by mieć łatwy dostęp do okna, z którego dziecko mogło sobie zaglądać.

dziecko samolotem

samolotem z dzieckiem

Lot nam przeminął szybko i bardzo przyjemnie. Okazuje się, że nie było się czego obawiać.

Lecieliście już gdzieś z Waszymi pociechami?

Print Friendly, PDF & Email
  • Ja leciałam samolotem dopiero cztery razy i chociaż się nie bałam to jednak z tymi tłokami na lotnisku i oczekiwaniem zawsze wiąże się jakaś niepewność. Dziecko czteroletnie to już super – dużo można wytłumaczyć i przygotować do lotu.

    Samochód na parkingu przy lotnisku również polecam. Koszt jest stosunkowo nieduży a nie trzeba nikogo prosić, dzwonić, fatygować i wprowadzać bezsensowny stress. (kiedyś wydawało mi się, że musi być kosmiczny).

    • Nie wiem czy tylko ja mam takie doświadczenia, ale najtrudniej “utrzymać na miejscu” w trasie 2latka. Co do parkingu przy lotnisku, też kiedyś wydawało mi się, że to drożyzna, a wcale tak nie jest i na nasze szczęście :)

  • Dla dzieciaków to frajda zwykle, popatrzeć przez okno na puszysty dywan z chmur :) ja pamiętam w dzieciństwie obsługę poza kolejką, ale nie w samolocie a na granicy – z Ukrainą – czasy (zresztą często wciąż aktualne) – ogromnych kolejek na granicy z Ukrainą – miałam już z 14 lat, ale wciąż wyglądałam na 9. Udawałam ból zęba, kwiliłam i nas puszczano :D zamiast doby, staliśmy z 3h :P

    • Ja na Ukrainę kiedyś jechałam jako dziecko pociągiem, miałam wtedy stresa, to były inne czasy.