Kosze uliczne nie są dla ozdoby!!! Odpowiedzialność osobista w skali micro.

Chciałbym dziś poruszyć problem drobny i zdawałoby się mało znaczący: chodzi mi o śmieci albo raczej o śmiecenie i nasz stosunek do niego. Oczywiście segregacja odpadów, ratowanie naszej planety jest teraz wręcz modna. Swoją drogą kolejny sposób, by robić biznes „na śmieciach”, ale akurat nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie.

Chciałbym poruszyć problem drobniejszy i bardziej jednostkowy. 

kosze uliczne

 

W przeciwieństwie do gospodarstw domowych, w których każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu stara się segregować (a jak nie, to zacząć powinien), to każdemu zdarza się, że „będąc na mieście” produkuje tzw. śmieci drobne: ktoś żuje gumę i wyrzuci ją później gdzie popadnie, ktoś inny wyrzuci papierek z właśnie zjedzonego batonika, jeszcze kto inny zabierze ze sklepu rachunek, a i tak wyrzuci go za rogiem. Trzeba tu jeszcze wspomnieć o palaczach, którzy są chodzącą fabryką ulicznych kiepów. Zaobserwowałem właśnie taką niepokojącą tendencje wśród ludzi, a że zawodowo zajmuje się ich oglądaniem, to naprawdę dostrzegam skalę zjawiska drobnego zaśmiecania. Ludzie mając drobny śmieć nie zastanawiają się długo przed rzuceniem go na ziemie, nawet jeśli ulice w mieście naprawdę gęsto są obsadzone przez wszelkiego rodzaju kosze na śmieci.

 

kosze uliczne na zdjęciach: Eco-Market

 

Nawet jeśli nie widać śmietnika w okolicy, bo jednak czasem się takie sytuacje zdarzają, to nie usprawiedliwia to nasze zaśmiecanie. W końcu władze miejskie nie przewidziały tego, że my w tym momencie potrzebujemy śmietnika, a dla nas zbyt wielkim obciążeniem jest zabranie ze sobą efektów ubocznych naszego konsumpcjonizmu. O masowym śmieceniu w lasach przymiejskich to w ogóle nie ma co pisać, tam nie ma śmietników, więc wszystkie butelki, puszki zużyte, pieluchy i wszelkie inne tałatajstwa zalegają w zatrważających ilościach.

Mając dwóch małych chłopaków siłą rzeczy zwiedzamy wszelkie okoliczne hałdy, laski i mogę na własne oczy oceniać skutki ludzkiej bezmyślności i lenistwa.

Sprawa domowych czworonogów i ich śmierdzących niespodzianek próbuje się rozwiązywać przez specjalne pojemniki i wydawanie darmowych woreczków na ich odchody. Upłynie jeszcze sporo wody i mandatów zanim ludzie wyedukują się, że po swoich podopiecznych należy sprzątać. Azorek to nie zabawka, tylko odpowiedzialność. Myślę jednak, że wszystko jest na dobrej drodze.

Osiedlowymi terenami zielonymi i miejskimi parkami zajmują się gospodarze i firmy w stylu “zieleń miejska” i powiem szczerze przynajmniej w naszym mieście robią to dobrze. Kosze uliczne opróżniane są regularnie, nie obcy jest też widok pracownika z miotłą czy inną machiną, dlatego mogłoby się wydawać, że nie ma problemu zaśmiecania. Niestety ten problem jest, ale jest on rozwiązywany przez innych ludzi.

Moim skromnym zdaniem obowiązkiem każdego dorosłego człowieka jest odpowiedzialność za swoje czyny, i te duże i te małe, a także przede wszystkim przekazywanie dobrego przykładu swoim dzieciom.

Rzucając papierek pod nogi zachowujemy się nieodpowiedzialnie, a czy naprawdę tak wiele wymaga od nas wsadzenie go sobie do kieszeni i wyrzucenie go później? Sprawa z kipami jest trudniejsza, po pierwsze po wypaleniu odpada wsadzenie go do kieszeni (po prostu może nas poparzyć, a do tego śmierdzi), a po drugie nie wszystkie kosze uliczne wyposażone są w odpowiednie popielniczki. Pozostaje więc tylko palenie w miejscach do tego wyznaczonych i to w sumie wyszłoby palaczom na dobre. Jak już musicie palić to palcie, ale tylko tam gdzie nikomu to nie przeszkadza i nie powoduje zaśmiecania. Wiecie, że za rzucenie niedopałka na ziemie można zapłacić mandacik od straży miejskiej od 50 do nawet 500 zł? Palacze uważajcie.

Szczerze mówiąc samemu zdarzyło mi się „nie donieść” drobnego śmiecia do kosza, czy też przygasić kiepa piętą. Odkąd jednak pojawili się moi chłopacy staram się świecić przykładem i uczyć ich, że każda rzecz ma swoje miejsce, a zaśmiecanie jest passe.  Właściwie przekłada się to także na porządek w domu, rzeczy nie mają prawa walać się gdzie popadnie, klocki mają swój koszyk, dokumenty również mają swoje miejsce. Wiem, że to bardzo ważne, by już od najmłodszych lat prokurować “nawyk porządku” u swoich dzieci. Wszyscy na tym tylko korzystają.

Podwórko niczym nie różni się od naszego domu pod względem porządku!

Print Friendly, PDF & Email
  • Nie wyrzucam, jeśli nie ma kosza- zabieram do domu. Irytują mnie kiepy i psie odchody- właściciele czworonogów sprzątajcie po swoich pupilach!

    • Mnie irytują najbardziej na przystankach kiepy i łupki ze słonecznika arrrr

  • zawsze zabieram do domu, mój samochód to czasem mały śmietnik :P

  • Karolina

    Też zauważyłam ten problem gdy byłam nad morzem… masa śmieci

    • Niestety jeśli ludzie sami nie zaczną się kontrolować to problem zaśmiecania ciągle będzie istniał.