21 wiek wiekiem egoistycznego lęku wewnętrznego?

Jak długa jest historia, człowiek zawsze czegoś się bał: że ogień zgaśnie, że nic nie upoluje, że dzieci nie przetrwają zimy, że sąsiednie plemię zrobi wjazd, że susza zniszczy plony, jestem grzeszny więc nie pójdę do nieba, doniosą na mnie bo za dużo gadam, itp.

Im nasza cywilizacja rozwinięta, tym bardziej nasze lęki się rozwijają. Co więcej myślę, że wszystkie lęki jakie dotykały naszych przodków, tak naprawdę są u nas gdzieś głęboko zakorzenione, dodatkowo jeszcze nakładamy na nie nowe, świeższe, bardziej osobiste i współczesne, które jednocześnie staramy się wytłumić, zepchnąć na margines oszukując samych siebie.

Boimy się tych samych rzeczy, których bali się nasi dziadkowie, z niektórych nawet nie zdajemy sobie sprawy, ale one są. Dołóżmy do tego lęk przed utratą pracy, lęk przed emigrantami, nadmierną emancypacją kobiet, homoseksualizm, terroryzm, otyłość, kiepską emeryturę i służbę zdrowia, nietakt towarzyski, ośmieszenie w internecie, problemy mieszkaniowe, zmany ustrojowe, zadłużenie. Dołóżmy do tego jeszcze nadmiar wiedzy odnośnie potencjalnych zagrożeń globalnych: zmian klimatycznych, potencjalnych uderzeń meteorów, erupcji słonecznych czy wulkanicznych, zanieczyszczeń środowiska i innych zagrożeń naturalnych. Kiedyś była to tylko wola boża i wystarczyło się pomodlić, by uzyskać ukojenie, a teraz co nam zostaje? Hollywood, które wtłacza nam do głowy, że nieważne co za kataklizm się zdarzy, główny bohater czyli ty na pewno jakoś da sobie rade? Phi

Do tej listy możecie sobie jeszcze dopisać zapewne mnóstwo rzeczy. Zadajmy sobie pytanie boimy się tego wszystkiego – tak – nie – nie wiem. Zastanówmy się, bo zasadniczo jest się czego bać.

Człowiek jest takim stworzeniem, że nie może żyć w ciągłym strachu, przynajmniej uświadomionym i zawsze sobie jakoś zracjonalizuje, wytłumaczy i uspokoi sam siebie. odsunie to wszystko,  jednak nie pozbędzie się tego. Faktem jest, że my żyjący współcześnie ciągniemy strasznie wielki bagaż lęków i czy chcemy tego czy nie pozostawia on na nas swoje piętno, zwłaszcza na nas, pokoleniu Internetu i wszechobecnej informacji, która jak obosieczne ostrze zarówno karmi jak i rani. Tak naprawdę często obawiamy się rzeczy, które nas nigdy nie dotknęły i oby dał Bóg by nie dotknęły wcale.

Wiadomości ciągle faszerują nas nowinkami: huragan jakiś tam rozwalił coś tam, postępujący efekt cieplarniany, policjanci w stanach zabijają niewinnych, znowu złapali jakiegoś pedofila, ceny mieszkań rosną, coraz więcej ludzi żyje na kredytach, asteroida ledwo minęła ziemie, itp. Jedz zdrową żywność, bo wysiądą ci organy wewnętrzne, odchudź się bo umrzesz , coraz więcej ludzi choruje na raka itp. Codziennie coś nowego. Straszna informacja na każdą okazje już nas to nawet nie rusza albo przynajmniej tak nam się wydaje. Skoczymy na siłkę, łykniemy suplementy albo zamkniemy się w jakimś wirtualnym świecie filmu, gier, facebooka czy książek i powtórzymy sobie po raz kolejny, że przecież te wszystkie rzeczy, które do nas docierają tak naprawdę nas nie dotyczą tylko INNYCH, nie nas. Właściwie jakie mamy inne wyjście? Nie możemy się ciągle bać i czymś martwić. Nic też dziwnego, że często  słyszymy o znieczulicy, to jest właśnie efekt uboczny przedawkowania informacji.

Chyba robię się już stary, bo musiałbym teraz powiedzieć, że pierwej było lepiej.

Czasami niewiedza jest błogosławieństwem, a nadmiar wiedzy może szkodzić.

Musimy na pewno spróbować postrzegać się jako grupa ludzi – po to zaczęliśmy tworzyć kultury łowiecko zbierackie, a później narody. Poczucie PRAWDZIWEJ wspólnoty daje nam siłę i spokój, a obawiam się, że współczesna kultura egoistycznego konsumenta wpędzi nas ostatecznie w matnie wszystkich lęków, z którymi w efekcie mierzyć będziemy musieli się sami, a wtedy na pewno przegramy. Rozejrzyjcie się wokół, wtedy zobaczycie że nie jesteście sami i pamiętajcie, że w grupie lęk się dzieli, a radość mnoży!

 

Yśó

Print Friendly, PDF & Email
(Visited 67 times, 1 visits today)