Etyka w blogowaniu. Czerpanie inspiracji czy plagiat?

Plagiat (z łac. Plagiuj, kradzież) – pojęcie z zakresu prawa autorskiego oznaczające skopiowanie cudzego utworu (lub jego części) wraz z przypisaniem sobie prawa do autorstwa poprzez ukrycie pochodzenia splagiatowanego utworu. (Wikipedia)

ctr c ctrl v

Z tym pojęciem spotkał się każdy kto chodził do szkoły i z tego co opowiadała mi moja kuzynka (nauczycielka polskiego) w ostatnich czasach (czasach kopiuj wklej) stało się to zmorą nauczycieli,  tudzież wykładowców. Jest to poniekąd znamię naszych szybkich i łatwych czasów, w końcu po co się męczyć, wujek google cię wyręczy. Na studiach opinią obiegową było: „zżynanie z jednego źródła to plagiat, zżynanie z kilku to praca semestralna, z kilkunastu to magisterka, a z kilkudziesięciu to doktorska” ;)

Obawiam się, że błogosławieństwo masowego przepływu informacji pokutować będzie lenistwem intelektualnym przyszłych pokoleń, ale spokojnie zawsze byli plagiatorzy i kreatywni  oryginalni twórcy. Przyjrzyjmy się jednak całej  szarej strefie pomiędzy, w końcu nie każdy jest Mickiewiczem, no a pewnie też nikt nie przyzna się, że jest statystycznym Janem K., który chce tylko zdobyć zaliczenie bez wysiłku albo pochwalić się  znajomym na facebooku czy blogu czymś „nowym i oryginalnym”.

No właśnie blogu ostatnio ta sfera nie wiedzieć czemu jest mi jakby bliższa ;)

Właściwie pisane bloga w założeniu powinno być czymś osobistym, własnym (o to w nim chodzi), bo w końcu właściwie  to nic innego jak pamiętnik na sterydach wrzucony w sieć, przynajmniej jako taką formę zaczął swoje istnienie. Jednak jak sam blog i blogerzy rozwinęły się, stało się to popularniejsze, zostały (przynajmniej dla niektórych) źródłem utrzymania. Istnieją też blogi, które są przedłużeniem funkcjonowania firmy, czyli w jak we wszystko wpakował nam się w blogosfere marketing i swego rodzaju wyścig szczurów.

Nie powiem samemu przyjemnie czasem spojrzeć na słupki statystyki (zwłaszcza gdy rosną). Mieć więcej wejść, więcej lajków. Oczywiście większość pisze dla siebie… czy aby na pewno? W końcu, gdy upubliczniamy  swoje wypociny liczymy, że ktoś je przeczyta, ustosunkuje się, a najlepiej gdy to polubi. Pisząc w sieci każdy z nas często staje się swego rodzaju  lepszą wersją siebie. I tak rodzi się presja. Presja budowania prestiżu, wzbogacania archetypu specjalisty, pasjonata, kumpla, mędrca itp., który każdy z nas przyjmuje pisząc coś dla publiczności. To z kolei może prowadzić do drogi na skróty czyli plagiatu. Niech rzuci kamieniem ktoś kto nigdy nie zainspirował się czymś co wygrzebał w Internecie,  innych mediach bądź książce! No właśnie, przecież bardzo rzadko można znaleźć przypisy na blogach, właściwie przedstawiamy nasze poglądy bądź przemyślenia, nawet jeśli na tematy nie są  przez nas zapoczątkowane prawda?

Na jednym z portali internetowych trafiłem na filmiki przedstawiające triki np. jak w dwóch ruchach zawiązać krawat, a także i sznurówki, jak dobrze ugotować jajka na twardo i tym podobne. W sumie ciekawe. Z komentarzy dowiedziałem się, że właściwie już ktoś za granicą nagrał takie filmiki, sprawdziłem  i polskie filmiki  okazały się łepka w łepkę przekalkowane z zagranicznych… Noo i powiedźcie mi czy to plagiat czy rozpropagowanie jakiś pomysłów (choć charytatywnie to oni podejrzewam tego nie robią)?

Na wielu grupach facebookowych, blogach, forach dyskusyjnych  często można wyszukać ciekawe pomysły INNYCH ludzi, w związku z czym czy wykorzystanie ich to plagiat? A może czerpanie inspiracji? A może rozpropagowywanie dobrych pomysłów?  Naszych? Nie naszych? Kogo to obchodzi, bo  przecież my publikujemy przecież swoje, więc może po prostu nie zastanawiamy się na ten temat i oby nasze SEO było lepsze niż ich! Kurczę no i widzicie sam zacząłem się zastanawiać, to jak to już jest? Co jest w porządku a co nie? Czy póki nie robię “kopiuj i wklej” tylko piszę sam, nawet jeśli jest to na dany temat lub treść, który już ktoś poruszył, to już jestem Ok czy nie?

Z  zagadnienia prawnego musimy się wtedy przenieść na grunt etyki i oprzeć się na naszym jednostkowym poczuciu moralności.

Yśó

Print Friendly, PDF & Email