Wywiad z uczestnikiem Biegu Rzeźnika, Andrzejem Kozdębą.

Ostatnio gościliśmy u siebie zdobywczynię Korony Maratonów Polskich, dziś idziemy tematycznie i też jest o bieganiu, ale również nie o takich zwykłych przebieżkach, a o biegu ekstremalnym. Dziś wywiad z uczestnikiem Biegu Rzeźnika, Andrzejem Kozdębą.

Andrzej prowadzi blog Ja mówię TO, jest właścicielem studia graficznego Studio KMIN – robią strony internetowe i marketing dla małych i średnich firm. Ponadto zajmuje się wystąpieniami publicznymi – uczy ludzi jak mówić i sprzedawać skutecznie, niedawno otworzył kolejny portal związany z tą tematyką: Prezentacje w Biznesie. Organizuje krakowskie spotkania blogerów SMOK BLOG i jest współorganizatorem akcji 42 Do Szczęścia.

Andrzej Kozdęba

Niech Was nie zmyli zdjęcie, Bieg Rzeźnika odbywa się w górach ;)

AJ: Kiedyś wraz z Yśkiem przeglądaliśmy filmiki na You Tube z biegów górskich i tak właśnie natrafiliśmy na relację z Biegu Rzeźnika, Twoją i Michała Maja. W związku z tym, że miałam okazję na żywo z Tobą kiedyś na tematy biegowe porozmawiać, stwierdziłam, że fajnie by było abyś trochę o tym opowiedział naszym czytelnikom. Przedstaw może tak w skrócie koncepcję Biegu Rzeźnika, tak by naświetlić co to jest w ogóle za bieg.

AK: Bieg Rzeźnika odbywa się od kilkunastu już lat w Bieszczadach, w okolicach Bożego Ciała. Biegnie się w parach, dynstans, który trzeba pokonać to około 80 kilometrów. Bieg jest uznawany za jeden z najtrudniejszych i najbardziej wymagających Biegów Górskich w Polsce.

AJ: Skąd w ogóle pomysł by wziąć udział w tym biegu?

AK: Chcieliśmy zrobić coś, co będzie dla nas biegowym wyzwaniem. Przed Rzeźnikiem mieliśmy już w nogach po kilka maratonów, Kierat, ja dodatkowo biegłem Bieg 7 Dolin. Bieg Rzeźnika ma świetną nazwę, odbywa się w pięknych Bieszczadach, słyszeliśmy wiele o jego klimacie. Postanowiliśmy się zapisać.

AJ: Czy są jakieś kryteria by móc uczestniczyć w tym biegu?

AK: Liczba miejsc jest ograniczona i to jest spory problem, bo chętnych na tytuł Rzeźników jest dużo więcej. Obecnie organizatorzy przeprowadzają losowanie, gdy my zgłaszaliśmy się do biegu, 2 lata temu, losowania nie było. Kto zarejestrował się szybciej, ten mógł startować. Mieliśmy farta. Po kilku minutach padły serwery, a nam nie udało się zapisać. Siedzieliśmy jednak przed monitorami i odświeżaliśmy stronę jak roboty: F5, F5, F5… i w końcu stał się cud. Przeniosło nas do formularza, który wypełniliśmy, a nasze zgłoszenie zostało przyjęte.

AJ: Jak się przygotować do takiego biegu pod względem fizycznym i odżywiania się?

AK: Wiesz, nie jestem specjalistą od odżywiania. Mogę powiedzieć, żeby każdy kto chce wystartować w ultra maratonie poznał swój organizm. Ja na przykład nie mogę jeść rzeczy kwaśnych, cytrusów. Musiałem eksperymentować, żeby się tego dowiedzieć. Ale wydaje mi się, że nikt, kto nie ma doświadczenia biegowego, nie biegał maratonów, półmaratonów, nie porwie się na ultra.

A jeśli chodzi o ćwiczenia to my biegaliśmy przede wszystkim po kopcach, wybiegi po minimum kilkanaście kilometrów, najdłuższy dystans jaki przebiegliśmy w trakcie przygotowań, nie licząc maratonu, to ponad 30 kilometrów. Dzisiaj przygotowałbym się do tego biegu inaczej, lepiej. Pojechałbym za Kraków pobiegać po większych pagórkach, wbiegłbym na Babią Górę – ten trening z przewyższeniami jest niezwykle istotny. Tego nam trochę zabrakło do uzyskania lepszego rezultatu.

AJ: A jak wyglądała Twoja regeneracja po odbytym biegu?

AK: Początkowa faza regeneracji była dość nietypowa. Spaliśmy w Bacówce pod Honem, gdzie nocowało jeszcze wielu innych zawodników. Wieczór po biegu był ciężki, coś zjedliśmy i zasnąłem w kilka minut po powrocie do bazy. Nawet nie mieliśmy siły żeby świętować. Następnego dnia ruszyliśmy w Bieszczady, pochodziliśmy po górach jęcząc jak wszystko nas boli, a wieczorem zaczęliśmy opijać bieg i to świętowanie nas mocno poniosło :D. Ale było się z czego cieszyć. Było warto. Po powrocie do Krakowa nie potrzebowaliśmy już żadnej regeneracji. Nie pamiętam szczegółów, na pewno dogadzałem sobie bez wyrzutów sumienia.

AJ: Na co zwrócić szczególną uwagę podczas przygotowywania się do Biegu Rzeźnika pod względem ekwipunku? Co warto mieć przy sobie?

AK: Wygodny plecak i – jeśli nie biegnie się na rezultat poniżej 10 godzin – kijki. Pod względem wyposażenia byliśmy fatalnie przygotowani. Przyda się też czapka, bo to czerwiec i zwykle mocno grzeje. My nie mieliśmy ubrań termicznych, plecaków… wyglądaliśmy jak przypadkowi turyści, którzy znaleźli się między biegaczami.

AJ: Bieg Rzeźnika to bieg górski, więc pewnie trochę niebezpieczny, na co więc uważać podczas biegu?

AK: Trzeba uważać na te same elementy, na które trzeba zwracać uwagę przy innych biegach. O wiele łatwiej o kontuzję, trzeba uważać na zbiegach, niektóre górki są dość strome i łatwo się potknąć co nie jest przyjemne. Niebezpieczne może być też złe rozłożenie sił i nierówne przygotowanie partnerów – w przypadku tego biegu kontuzja lub złe przygotowanie jednego zawodnika eliminuje jeszcze kolegę.

AJ: Właśnie. W biegu tym biega się parami. Na co zwrócić uwagę przy doborze towarzysza biegu?

AK: Dla mnie najważniejsze było to, żebym dobrze dogadywał się z osobą, z którą biegnę i żebyśmy mieli wspólny cel biegowy. Dlatego trasę analizowaliśmy wspólnie, wspólnie zaznaczaliśmy limity czasowe na poszczególnych odcinkach. Akurat z Michałem znamy się bardzo dobrze, razem przygotowywaliśmy się, więc wiedzieliśmy na co nas stać. Ufaliśmy sobie. Myślę, że dużo trudniej jest biec z kimś kogo w ogóle się nie zna.

AJ: Czy bieg ten ma jakiś limit czasowy?

AK: Tak, do mety należy dotrzeć w 16 godzin.

AJ: Wiesz może jaki był czas najlepszego uczestnika?

AK: Nie pamiętam. Minęło trochę czasu od biegu, a ja nigdy nie miałem pamięci do liczb.

AJ: A jaki był Wasz?

AK: 14 godzin 58 minut. Słabo. Chcieliśmy skończyć w 13.

AJ: Czy Bieg Rzeźnika można też pokonywać idąc czy tylko należy biec?

AK: Nie da się ukończyć Rzeźnika idąc, ale nie trzeba biec cały czas. Szczególnie strome podejścia… nie wyobrażam sobie, jak można tam wbiegać na Smerek czy Małe Jasło – podziwiam tych, którzy to potrafią.

AJ: Czy coś Cię zaskoczyło podczas biegu? Czy wydarzyło się coś czego się nie spodziewałeś?

AK: Chyba jak zawsze zaskoczyła mnie świetna atmosfera, wypasione pakiety startowe i wielu kibiców na trasie. A najbardziej zaskoczyło mnie to, co działo się po biegu – wielka impreza w sercu Bieszczad.

AJ: Jak wspominasz ten bieg, jakie emocje Tobie towarzyszyły przy jego zakończeniu?

AK: Bieg Rzeźnika to jedno z najlepszych wspomnień mojego życia. Bieg był tak rewelacyjny, że w zeszłym roku pojechaliśmy w Bieszczady już jako kibice, żeby raz jeszcze poczuć tę atmosferę. W tym roku pewnie też pojedziemy, bo to coś niesamowitego: przebywać wśród tych wszystkich wymiataczy, którzy stawiają sobie niezwykłe cele.

AJ: Czy chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom?

AK: Bieg Rzeźnika jest trudny, ale to kolejne wyzwanie, które jest tylko niewiele trudniejsze od maratonu. Mimo wszystko do tego biegu trzeba podejść z szacunkiem. My chyba trochę za bardzo kozaczyliśmy, spodziewaliśmy się, że to wszystko jest bardziej amatorskie. Okazało się, że to świetnie przygotowany, w pełni profesjonalny bieg. Należy mu się szacunek. Nie strach, ale szacunek na pewno.

 AJ: Dziękuję za możliwość przeprowadzenia z Tobą wywiadu.

AK: Ja również dziękuję :)!

 

Wywiad z Andrzejem przeprowadziła Aneta Jokisz.

AJ: Dodam jeszcze taką małą ciekawostkę, że oprócz Biegu Rzeźnika, można spróbować swoich sił w Biegu Rzeźniczek i proszę tu nie mylić z babskim biegiem ;) jest to bieg skrócony do 27 km. Poza tym można sobie Bieg Rzeźnika rozłożyć na raty :) A kto się czuje na siłach to może przebiec i Bieg Rzeźnika na 140 i 100 km OMG!!!

Organizowany jest też Bieg Rzeźniczątko, ale to już jest bieg dla tych młodszych ;) czyli dla dzieci i młodzieży.

Print Friendly, PDF & Email
(Visited 185 times, 1 visits today)