#17 PROJEKT PROGRESJA. Pozwól sobie na chwilę słabości.

Pozwól sobie na chwilę słabości.

“Po co upadamy Bruce? Abyśmy mogli znów powstać.” (Thomas Wayne)

Tym to znamienitym cytatem, z pierwszej części trylogii Batmana, w wersji nolanowskiej, chciałbym dzisiaj zacząć nie bez przyczyny.

Pozwól sobie

Nasz PROJEKT PROGRESJA rozpoczął się z przytupem, zmiany i metodologia progresywnego rozwoju rozpoczęły się bardzo obiecująco. Motywacja, plany, budowanie rytuałów/przyzwyczajeń i pierwsze dobre kroki wprowadzone, wizja przyszłości coraz ostrzejsza, a tu jak grom z jasnego nieba bum i nagle się wszystko sypie. No może nie grom z jasnego nieba, tylko po prostu kilkudniowa wizyta u siostry w Niemczech. I trening w odstawkę (do przyjęcia), żarcie co popadnie (do przewidzenia), terminarz wprowadzania nawyków zaniedbany (fatalnie), złamałem się z papierosami (karygodne). Jednym słowem nic ino załamać się i odpuścić. Zwłaszcza, że po przylocie z 4-dniowej imprezy jeszcze kilka dni nie mogę dojść do siebie i odnaleźć się powrotem w naszej codziennej rzeczywistości (jak zawsze gdy spotykam się z siostrą). Cholera, wiedziałem, że tak będzie, w końcu to nie pierwszy raz. Ale jednak mechanizmy rozczarowania i odpuszczania znów zaczęły mną kierować. O, co to to nie, nie dam się, ale nie na siłę, w końcu wszystko mogę, ale nic nie muszę. Dzięki, że powziąłem decyzję o zmianie.

Jak już pisałem, nie pierwszy raz wysypałem się w planach, dobry czas znów nadejdzie, dlatego podstawa to przetrzymać zły czas. Nasz osobisty biorytm nigdy nie jest na stałym poziomie. tylko się waha, raz w górze, raz w dole. Warto w chwili kryzysu powtarzać sobie, że niziny około depresyjne miną i tym szybciej, im szybciej sobie zdamy z tego sprawę. Zasadą podstawową jest nie odpuszczać, nawet jeśli potknęło się i w chwili, gdy mamy gorsze dni nie obarczać się bezsensownym poczuciem winy. Nie róbmy sobie wyrzutów, ani nie starajmy  się usprawiedliwiać. Po burzy zawsze wychodzi słońce, grunt to postarać się przekuć porażkę w naukę. A w gorszych chwilach polecam gorąco wyciągnięcie swojej KSIĄŻKI CELÓW (klik) i przejrzeniu ich, i uważnym zastanowieniu się, co tak naprawdę jest numerem uno na nim, co chcielibyśmy osiągnąć, jeśli byłaby to tylko ta jedna rzecz, a cała reszta nigdy nie byłaby już w naszym zasięgu. Zastanowić się co moglibyśmy zrobić najdrobniejszego, by nas do tego przybliżyć, a potem zmusić się do tego. Mi naprawdę pomogło takie głębokie skupienie się na rzeczy najważniejszej i wiecie co? Jakoś wtedy całe te potknięcie, jakoś przestało mnie martwić. Kolejnego dnia wyciągnąłem moją pierwszą AFIRMACJĘ (klik) i znów zacząłem się nakręcać. Po jej przeczytaniu pierwsze co zrobiłem to wziąłem swój kalendarz i zaznaczyłem w nim znowu pierwsze kółeczko z numerkiem oznaczającym wykonaną afirmację i wiedziałem, że właśnie znów wróciłem na prostą. Dzięki swojej metodzie zminimalizowałem czas doła i wiem, że gdy znów mi się zdarzy, to mam gotowe narzędzia, by się z niego wydostać, niczym liny ratujące zwisające z jego krawędzi. Wiem teraz, że wystarczy wyciągnąć ręce, by znów trafić na prostą.

Chwilowe przerwy, potknięcia nie są niczym złym, póki sami nie zaczniemy tak uważać. Najważniejsze jest by samemu zaakceptować swoje słabości i to że nie da się ich ostatecznie wszystkich wyeliminować. Upadliśmy i upadać będziemy, i tylko od nas zależy jak szybko damy radę wstać nie obarczając się dodatkowo niczym ponad to.

 

 

Print Friendly, PDF & Email
(Visited 125 times, 1 visits today)