Microbiom, czy wiesz co to jest?

Wszyscy, wiedzą że liczy się wnętrze. A ty kotku co masz w środku?

Mikrobiom czyli suma bakterii w naszym organizmie.

Nikt tak naprawę nie jest „sam” na tym świecie, ponieważ wszyscy jesteśmy  nosicielami całej masy bakterii. Ilość tych bakterii jest niesamowita, bo na każdym z nas bytuje więcej bakterii niż posiadamy komórek w naszym ciele i to w proporcji 1:10. Podobno (nie sprawdzałem!) gdyby wszystkie je zebrać to ważyłyby ok. 2 kg. Musi ich się naprawdę sporo zebrać skoro jednostkowo ważą prawie nic. Choć bakterie są obce w stosunku do naszego ciała, żyją w nim w specyficznym rodzaju symbiozy tworząc wręcz mikro ekosystem indywidualny i oryginalnie jednostkowo dostosowany tylko do nas. Ten nasz osobisty ekosystem bierze udział w większości procesów jakim poddaje się nasze ciało, nawet naukowcy, którzy go badają nie są jeszcze w stanie określić wszystkich zależności między nimi. Mnie najbardziej zastanowiło jego wpływ na nasz system immunologiczny, a jest on olbrzymi. To właśnie dzięki NASZYM bakteriom jesteśmy w stanie koegzystować w miarę zdrowo, tylko od czasu do czasu łapiąc jakieś infekcje, począwszy od dróg oddechowych po koniec układu pokarmowego, bo wszędzie tam bakterie naszego mikrobiomu wspomagają nasz organizm. Nawet leczenie zwykłego otarcia skóry byłoby dużo bardziej kłopotliwe gdyby nie one.

Jak już wspomniałem nawet naukowcy nie ogarniają wszystkich zależności, więc ja nawet nie będę się starał. Zastanawiam się po prostu czy poznawanie tych zależności i ich wpływu na nas nie będzie następowało zbyt wolno w stosunku do naszego destrukcyjnego wpływu na nas samych? Już wiadomo, że przesadna higiena, spora część farmakologii medycznej, niewłaściwe odżywianie, ilość toksyn i promieniowania wszelkiej maści w coraz większym stopniu źle wpływają na stan naszego ekosystemu, a największym niszczycielem naszego microbiomu jest jak dotychczas antybiotyk, który go dosłownie pustoszy.

microbiom

 

Antybiotyk bohater czy łotr???

Antybiotyki (nie mówię o naturalnych) są z nami już od ok. 100 lat i pojawiły się jako prawdziwi wybawiciele ludzkości w walce z wszelkimi ciężkimi infekcjami bakteryjnymi. Teraz, jak dla mnie, paradoksalnie z bohatera wyrastają na oprawce. Nie chcę tu umniejszać ich zasług przez minione stulecie, antybiotyki uratowały większą liczbę ludzkich żywotów niż kto lub cokolwiek innego. Niemniej antybiotyk jest jak nalot dywanowy, nie rozróżnia tylko niszczy wszystko, dobre i złe bakterie. Dla niego to obojętne! Pomaga wygrać wojnę i pozostawia po sobie tylko wolne pole i to takie, które wkrótce się zapełni niekoniecznie takim towarzystwem jakim byśmy chcieli.

No i w końcu dochodzę do sedna. Już nie rozwinę tematu antybiotyków w przemyśle hodowlanym, bo to temat na osobny wpis, tylko poświecę się na medycynie, bo to namacalnie bardziej dotyka mnie i moją rodzinę.

Czy współczesna medycyna nie ma nam nic więcej do zaoferowania niż nalot dywanowy w przypadku przekradnięcia się partyzantki???

Uważam, że zdecydowanie nadużywamy antybiotyków w lecznictwie w perspektywie robiąc sobie tym krzywdę na dłuższą metę.

Jakiś czas temu mój najmłodszy syn miał ostre zapalenie górnych dróg oddechowych, ok. 38 stopni gorączki. Pani doktor z marszu przepisała mu antybiotyk. On ledwo skończył rok! Oczywiście chciałem by szybko wyzdrowiał i podałem mu go, bo przecież pani doktor wie najlepiej, bo przecież nie ja studiowałem i praktykowałem MEDYCYNĘ! Może wszystko wyolbrzymiam, ale chcę dla moich chłopaków jak najlepiej, nie tylko w tej chwili, ale także w przyszłości i mam coraz większe wątpliwości czy aby napewno tędy droga!? Czy nie da się leczyć w inny sposób i zostawić antybiotyki na naprawdę na czarną godzinę?

A teraz pytanie dodatkowe, ile razy w ciągu życia aplikowane były Wam antybiotyki???

 

Pewna ciekawostka, która troszkę mnie przeraża:

Dziecko po urodzeniu ZARAŻA SIĘ  albo raczej kopiuje mikrobiom swojej matki, gdy jest on uszkodzony. Sama lecząc się antybiotykami jeszcze bardziej go wypacza dalej przekazując go swoim dzieciom.

Antybiotyki są w użyciu od 100 lat i to coraz częstszym.

Pomimo zwiększającej się średniej długości życia statystyka troszkę wypacza rzeczywistość. Może żyjemy dłużej, ale czy zdrowiej? A z kolei nasze dzieci, czyż nie łatwiej łapią infekcje niż my łapaliśmy w ich wieku? A kwestia alergii?

Nie twierdzę, że za całe zło gatunku ludzkiego odpowiadają antybiotyki, jednak ich zgubny wpływ na nasze zdrowie w dalszej perspektywie jest już widoczny i to po chwili używania (biorąc pod uwagę ewolucje gatunku ludzkiego). Dzieci naszych dzieci odczują to jeszcze bardziej, dlatego apeluje o rozwagę i umiar.

Jak w każdym aspekcie naszego życia powinniśmy podejmować zasadę “złotego środka” i ograniczać skrajności do minimum, a antybiotyk to właśnie skrajność. Nie róbmy sobie krzywdy!

Yśó

Print Friendly, PDF & Email